Jak większość z Was wie, pracuję w jednej z opolskich bibliotek, tam przewija się dziennie bardzo wiele osób, dlatego czasami nawet bym się nie spodziewała kogo mogę spotkać ;)
Parę z moich współpracowników posiada moje kubki....czy to kocie, czy to inne, ale ludowe ;) no i siłą rzeczy czasami widać z czego dany bibliotekarz czy bibliotekarka pije ;)
Pewnego dnia miałam wolne i zadzwoniła do mnie koleżanka, że podała mój numer Pani, która zachwyciła się moimi kubkami. Zawsze jestem ciut nieśmiała, jeżeli chodzi o takie sytuacje... bo tłumaczę to sobie, że "aaaa to takie jeszcze nie jest idealne... aaaa, to takie w sumie moje..." itp..
Okazało się , że znam oczywiście Panią Kasię, nieraz wypożyczałam jej książki . Okazało się , że Pani Kasia wyjeżdża do Czech i chciałaby moje kocie kubki z imionami koleżanek.. no, po wielu rozmowach się zgodziłam. ..
Ale na drodze pojawił się problem... nie mam pieca! nie mam gdzie wypalić porcelany .. :( . byłam już skłonna poprosić koleżankę "po fachu" , by zrobiła te kubeczki za mnie, bo strasznie nie lubię kogoś rozczarowywać. No i tu się okazało, że Partner Pani Kasi ma dostęp do takich piecyków ;) Więc problem się rozwiązał....
Ale co się okazało? Że moje kubeczki trafiły na wystawę w muzeum w Svitavach :) ... taką niespodziankę mi zrobili :)
Niestety nie mam pięknych zdjęć moich kubeczków po wypale... mam tylko takie warsztatowe, ale może Wam chociaż tyle wystarczy :)
Taaak..... kolorowanie zawsze zaczynam od zielonego :)
Pierwszy raz łączyłam moje koty z imionami.... musiałam troszkę pokombinować, pozmieniać pewne rzeczy, ale generalnie fajnie wyszło :)
A w takim stanie kubeczki trafiły do pieca :) ...kiedy ja się swojego dorobię... :(
Pozdrawiam Was ciepło :*




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz