Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trochę prywatnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trochę prywatnie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 stycznia 2016

Zła czy udana sztuka ? - czyli dlaczego uważam, że warto robić swoje mimo wszystko

   A dziś chciałabym podjąć temat, z którym sama się zmierzam praktycznie odkąd zaczęłam "bawić się sztuką" . .. no więc właśnie, kiedy mówimy o tym, że coś jest źle a coś jest dobrze ? Niestety granica między jednym a drugim jest bardzo cienka i czasami naprawdę trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi...
Dlaczego? Może od początku...

Z własnych doświadczeń wiem, że osóbki najmniej ograniczone twórczo, to dzieci . Mają naprawdę niewiarygodną wyobraźnię, własny ogląd rzeczywistości, co jest w nich cudowne.... i co dzieje się potem ? Taaaaak... dzieciaczki idą do szkoły bądź przedszkola. Pewnie wiele z Was teraz marszczy brwi i zadaje sobie pytanie "o co jej chodzi, przecież w szkołach uczą plastyki..." .. No takie jest generalnie założenie, ale uważam, że szkoła jest naprawdę dużym inhibitorem twórczości dzieci.. Dlaczego? Bo dzieciaczek nie wpisujący się w klucz, robiący coś po swojemu od razu trafia do szufladki "robisz to źle" . No i cała przygoda się zaczyna. Owszem, uczymy się od najmłodszych lat pewnych technik..że klej i papier, że wycinanka, że farby plakatowe itp itd. Ale bardzo fajnie sobie te techniki wykorzystać na własny sposób, bo dlaczego nie? Do tej pory pamiętam zajęcia w przedszkolu, na których mieliśmy narysować jesień, było powiedziane.. tak jak Wy widzicie jesień. No i mała Ewcia poleciała z tematem i wykorzystałam w swojej jesieni wszystkie możliwe kolory, tylko nie te które aktualnie znajdowały się za oknem. I co Ewcia usłyszała? No tak, oczywiście, że źle... Usłyszałam, ze nie ma niebieskich liści.. że kasztany są brązowe, a dlaczego nie narysowałam wiewiórki? .. Ale dlaczego? Skoro to miała być moja jesień, to właśnie tak ją widziałam, że była niebieska, że kasztany były szare i bez wiewiórki... Oczywiście potem zamknęłam się w sobie, bo wszyscy się ze mnie nabijali , że nie wiem jakiego koloru są liście. Wiem, wiedziałam doskonale... ale chciałam inaczej. .

Mam bardzo mało rysunków z okresu dzieciństwa.. ten i następny przetrwały, bo wysmarowałam je w książce "Zbudź się Ferdynandzie".. 

W szkole podstawowej też bywało różnie, tam jednak jakoś tak nie było miejsca na interpretację, bo uczyliśmy się głównie technik i robienia laurek. Myślę, że po sytuacji z liśćmi jakoś mi się odechciało wybiegać poza nudny kanon edukacji plastycznej. Ale pojawił się inny problem.. konkursy plastyczne. Okazało się , że tak Ewcia od niebieskich liści jednak coś tam potrafi , no to się ją pchało tu na konkurs, tam na konkurs.. siedziałam po lekcjach i malowałam, rysowałam : "wiesz, może lepiej tak, może lepiej siak.. ja bym jednak poszła w tą stronę".. Ehhh .. z wrodzonej złośliwości nie przykładałam się do tego w ogóle.. :)


Nie wiem co miałam wtedy na myśli ale trochę to straszne ;) Miałm wtedy z 3,4 lata . Zbiór pochodzi z tej samej książki :)


Potem było jakoś tak, że sama próbowałam rysunku zafascynowana grafikami Maxa Klingera i Victorii Francess.. Pojawiały się okazje by pójść to na kółko, to może do liceum plastycznego... Ale jakoś tak nie wyszło nigdy. I koniec końców skończyło się na tym, że zostałam "szufladowym artystą ".. zakompleksiona swym pseudo talentem . Dopiero chyba na studiach odważyłam się założyć sobie fb z moimi pracami...Wielu ludzi chwaliło, wielu konstruktywnie krytykowało i to w sumie dodało mi sił i odwagi. Ta konstruktywna krytyka przyczyniła się do tego, że zaczęłam próbować, ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć.. Oczywiście to nie jest tak, że nagle zmieniłam zdanie i uważam, że wszystko robię tak jak mi podpowiadają... oczywiście, że nie.
Są hejty, są wyśmiewania się , ale ja to tak trochę cedzę przez grube sito. Myślę, że warto sobie takie uwagi troszeczkę rozgraniczyć. Różnica jest między tym, że ktoś mi podpowiada jak poprowadzić cienie, by akt był bardziej realistyczny, a tym, że komuś nie podoba się moja interpretacja sztuki ludowej, czy moja wizja czegoś tam.. Tu właśnie należy być czujnym.. Moim zdaniem we własnej sztuce, w sztuce, która wyraża nas, która staje się interpretacją naszego światopoglądu nie może dojść do czegoś takiego, że ktoś to nazwie czymś źle wykonanym.. Moim zdaniem takie zdanie może stać się przyczynkiem do hamowania kreatywności i twórczego myślenia.. To tak jak z tymi niebieskimi liśćmi.. Dlaczego źle?


Farby akrylowe poznałam na studiach :) Pokochałam je :) Tutaj maluję obraz dla mojego Miśka :) 


Czaszunie... uwielbiałam rysować takie troszkę mroczne grafiki :) Zdjęcia również z okresu studiów mniej więcej :) 



ehh kończąc te swoje wywody pragnę dodać, że jest to oczywiście moje zdanie, moje doświadczenia . Jeżeli ktoś z Was ma inne zdanie ( bądź podobne, może :) ) to chętnie go wysłucham :)

piątek, 15 stycznia 2016

Na desce - strzeż się listonoszu ;)

                   Coś nowego :) No nie jest to nie wiadomo jaka sztuka, ale na razie nie mogę babrać się w śmierdzących farbach do porcelany ( buuu... ), to ratuję się jak mogę ;) Nie wszyscy wiedzą, ale mieszkam prawie na końcu świata , na wsi pod lasem . Wiecie, że wszyscy nasi domownicy lubią zwierzaki , na chwilę obecną dysponujemy:
- kot- sztuk jedna , kotka, lat 8 , myślę, że jej głównym celem egzystencjalnym to eliminacja człowieków    
   ..po kolei..
- pies - sztuk półtora ( nadwaga ) , suczka, lat 4 , jest piesełem, który cieszy się niemalże z wszystkiego ;)
- ryby- sztuk parę , miejsce przechowywania- szklany zbiornik wodny- nie zauważyliśmy większych
    zażyłości między sobą :)
Uwielbiamy nasze zwierzaki, choć oczywiście czasami doprowadzają nas do szału :) Jakiś czas temu przyszedł do mnie dziadek i stwierdził, że trzeba by było kupić tabliczki na furtki, informujące, ze na posesji luźno biega pies. Nasza sunia faktycznie robi niesamowite larmo, ale chwilę po tym oczywiście wszystkich kocha miłością wielką ;) Ale faktycznie, każdy może się bać psa, który wrzeszczy pod płotem.
Zaczęłam się rozglądać za jakimiś tabliczkami , no i jakoś tak.... nic mi się nie spodobało.
Jak już wiecie , lubię ciągnąc wiele srok za ogon ... więc sobie pomyślałam SE SAMA ZROBIĘ :P ;)

Zaczęłam się rozglądać nad drewnianymi tabliczkami, które byłyby idealne na tabliczki ostrzegawcze ;) Znalazłam takowe ;) Bardzo szeroką ofertę ma Drewlandia ... polecam ;) A

Ale deseczki deseczkami....nie miałam oczywiście farb akrylowych, bo wyciaprałam wszystkie na bombki... jednak i tak nie byłam zadowolona ze swoich farb.. średnio kryły i musiałam nakładać parę warstw, więc oczywiście zasięgnęłam rady u doświadczonej koleżanki z Fleur Design i poleciłam mi naprawdę świetne farby akrylowe ( Aga-lov ja <3 ) .. no i Sumlińska wpadła w szał zakupów.... napadłam na sklep "Szał dla plastyków"  i szczerze polecam... szybko, sprawnie i mnóstwo ciekawych materiałów.... aż żałuję,ze moja pensja jest tak niska :D Ale dobry mąż nakupywał ;)

Jak już wszystkie materiały do mnie dotarły , to zaczął się proces twórczy;) ahh <3 Postanowiłam zrobic sobie tabliczki takie trochę z przymrużeniem oka ;)
Najpierw może przedstawię sprawczynie tego całego zamieszania i bohaterki moich tabliczek ;)








          kotełek <3 Scarlet vel Mopsiu vel Tuptuś ;)



piesełek <3 Suzi




                                                                     sielsko...anielsko ;)




A teraz tabliczki, które sobie zmalowałam ;) Mąż mi je musi jedynie jeszcze polakierować, bo ja z wiadomych względów nie mogę sama :)















Mam w planach jeszcze parę innych tabliczek, może uda mi się jeszcze coś zmalował... przed porodem :)
Pozdrawiam twórczo :) <3







niedziela, 10 stycznia 2016

Kocie Kubki podbiły Svitavy :) - czyli z wizytą w Czechach :)

                       A to dosyć ciekawa przygoda ;) Czasami mi się takie zdarzają ;) ....
Jak większość z Was wie, pracuję w jednej z opolskich bibliotek, tam przewija się dziennie bardzo wiele osób, dlatego czasami nawet bym się nie spodziewała kogo mogę spotkać ;)
Parę z moich współpracowników posiada moje kubki....czy to kocie, czy to inne, ale ludowe ;) no i siłą rzeczy czasami widać z czego dany bibliotekarz czy bibliotekarka pije ;)
Pewnego dnia miałam wolne i zadzwoniła do mnie koleżanka, że podała mój numer Pani, która zachwyciła się moimi kubkami. Zawsze jestem ciut nieśmiała, jeżeli chodzi o takie sytuacje... bo tłumaczę to sobie, że "aaaa to takie jeszcze nie jest idealne... aaaa, to takie w sumie moje..." itp..
Okazało się , że znam oczywiście Panią Kasię, nieraz wypożyczałam jej książki . Okazało się , że Pani Kasia wyjeżdża do Czech i chciałaby moje kocie kubki z imionami koleżanek.. no, po wielu rozmowach się zgodziłam. ..
Ale na drodze pojawił się problem... nie mam pieca! nie mam gdzie wypalić porcelany  .. :( . byłam już skłonna poprosić koleżankę "po fachu" , by zrobiła te kubeczki za mnie, bo strasznie nie lubię kogoś rozczarowywać. No i tu się okazało, że Partner Pani Kasi ma dostęp do takich piecyków ;) Więc problem się rozwiązał....
Ale co się okazało? Że moje kubeczki trafiły na wystawę w muzeum w Svitavach :) ... taką niespodziankę mi zrobili :)

Niestety nie mam pięknych zdjęć moich kubeczków po wypale... mam tylko takie warsztatowe, ale może Wam chociaż tyle wystarczy :)


Taaak..... kolorowanie zawsze zaczynam od zielonego :) 



Pierwszy raz łączyłam moje koty z imionami.... musiałam troszkę pokombinować, pozmieniać pewne rzeczy, ale generalnie fajnie wyszło :) 


A w takim stanie kubeczki trafiły do pieca :) ...kiedy ja się swojego dorobię... :( 
Pozdrawiam Was ciepło :*



wtorek, 5 stycznia 2016

Panie w ołówku :) - czyli parę słów o tym dlaczego lubię rysować kobiece portrety

                      Rysunek daje bardzo szerokie możliwości wyrażenia siebie. Jednak czasami są takie dni, że nic kreatywnego nie przychodzi do głowy, a tworzyć się chce ;) W takich sytuacjach najczęściej sięgam po inspiracje w wirtualnym świecie, a jedną z wielu rzeczy, które lubię rysować to portrety kobiece.
Nie wiem czy nie nazywam swoich rysunków portretami zbyt szumnie, bo na pewno nie wpisują się w określone kanony plastyków czy rysowników... ale co tam :)
Gdy byłam w 4 klasie zaczęłam próbować odwzorowywać ludzkie twarze na kartce papieru. Wychodziło oczywiście koszmarnie ;P... potem wróciłam do "ludzkich twarzy" dopiero na studiach. Wtedy powstał pierwszy portret mojej drugiej połowy ... <3 no i posypało się wtedy sporo twarzy. Ale głównie kobiecych.
Dlaczego kobiety?..
-bo uważam, że niektóre z nich urodziły się po to , by je fotografować bądź rysować..
-bo są intrygujące,
-bo są wyzwaniem...

Pierwszą Panią, którą chcę Wam zaprezentować to przepiękna Claudia Cardinale. Obok zdjęcia, mój rysunek :P oczywiście porozjeżdżane proporcje, ale może ktoś z Was udzieli mi jakichś rad ???

                                                  matulu... podobieństwo tu średnie :)


Okazało się, że moja połowa wzdychała zawsze do Jessici Alby..więc postanowiłam coś dla Niego zmalować.. :)




A ostatni kobiecy portret jaki rysowałam to zjawiskowa Bette Davis ... te oczy <3 

 

Ten ostatni jest moim ulubionym. Jest ostatnim portretem jaki narysowałam przed porcelanowym szaleństwem. Ale już powoli kompletuję sprzęt i na pewno będę wracać do rysunku.. tylko podejrzewam, że modelka będzie inna :) <3

Liczę na jakieś słowa krytyki, porady itp.. Sama do wszystkiego nie dojdę ;) Pozdrawiam <3






niedziela, 27 grudnia 2015

Święta w cukrze ;)

Święta, święta i po świętach :) Jakoś faktycznie nie czuć już tej magii świąt. Mimo że mój brzuch w wielu czynnościach mi już przeszkadza, postanowiłam w tym roku upiec pierniki i je udekorować lukrem królewskim :) Hehe, nie jest to nie wiadomo jaka sztuka, ale pokażę Wam co zmajstrowałam ;)

Dziś mamy 27 grudnia a ja już nie mam ani jednego pierniczka....Co znaczy, że w przyszłym roku koniecznie muszę napiec więcej  :) 



niedziela, 27 września 2015

"Kot Opolski" na talerzu - czyli jak to się robi :)

             Najbardziej popularne okazały się moje folkowe koty, co mnie bardzo cieszy, gdyż pomysł do ich stworzenia był naprawdę spontaniczny :) Najpierw powstały koty na talerzach, dopiero potem postanowiłam stworzyć kocie kubki - o które pytacie najczęściej :)
             Do malowania kocich talerzy używam talerz naszego polskiego producenta LUBIANA a model to CELEBRATION. Forma jaką chciałam nadać talerzowi pasowała jedynie do kwadratowych talerzy, stąd wybór modelu- ale nie tylko :) Talerze mają już bardzo ładnie wyprofilowane fale , na których ja maluję "wianek opolski". Bardzo ładnie wygląda to na żywo. Niestety moje umiejętności plastyczne nie są jeszcze tak dobre, by malować wszystko od ręki- dlatego flamastrem sobie zawsze zaznaczam, w którym miejscu ma być kot, w którym bukiety itd.... Z flamastrem spokojnie- można bez problemu używać :) w tak wysokiej temperaturze się wypala i nie pozostaje po nim ani śladu :)
        Ostatnio przy malowaniu kociego talerza zrobiłam parę zdjęć z "making off" :)

enjoy :)



tak to będzie wyglądać :) ale zanim.....


zawsze zaczynam od kota, jeżeli kot już znajdzie się na miejscu to jest dobrze :) Po namalowaniu kota skupiam się na koronce ( opolskim wianku :) ) ... ślepnę przy tym :P 


Jak już jest kot i jest koronka to zaczynam wkomponowywać bukiety :) tak, również zaczynam od kota. Łatwiej mi wtedy ogarnąć późniejsze etapy malowania. Po ludzku- nie rozmazuję już namalowanych elementów. Farby, których używam schną bardzo szybko, jednak przy dotknięciu świeżo wyschniętych robią się brzydkie szarpania...słowem- uważać !!


jak już mamy kontury kwiatów, to możemy zając się najprzyjemniejszym- kolorowaniem !! :)


Farby do porcelany nie mieszają się ze sobą ( moje na pewno nie :) ) , dlatego ja kładę poszczególne kolory z osobna , mniej więcej na początku kolorowania mam już w głowie jak bym chciała kolory rozmieścić Oczywiście, jeżeli się pomylę nie ma tragedii - albo zdrapuję farbę, albo zmazuję... ale to drugie jest ryzykowne dla pozostałych kwiatów :)

ile to robię ? dłuuuuugo....namalowanie całego talerza od podstaw zajmuje mi od 6-7 godzin. W zależności jaki mam dzień :) 

to tyle :) potem talerz wędruje do pieca i możemy się nim cieszyć :) 


* nie zezwalam na wykorzystywanie, kopiowanie, modyfikowanie moich wzorów w celach komercyjnych i niekomercyjnych :) 


wtorek, 3 czerwca 2014

kiteł...

Małe wprowadzenie do tego, dlaczego właśnie "Kocia Chata".... właśnie dlatego :) 



Mam na imię Ewa i od dziecka lubiłam paprać się w farbie, czy bawić się sznurkami na kanapie... :)  
To, co będę prezentować na tym blogu, jest wynikiem mojej ciężkiej pracy i wielokrotnych prób dojścia do jakiegokolwiek przyzwoitego poziomu. Nigdy nie uczęszczałam na kursy, koła, nie chodziłam do szkół plastycznych, więc mój potencjał wykorzystuję tak, jak potrafię, nie tak może jak powinnam :) Moje prace nie są oczywiście idealne, myślę, że nigdy takie nie będą: ) 

Obecne zajmuję się rysunkiem, malarstwem, haftem soutache oraz malowaniem Opolskiej Porcelany.
Moje prace można było już zobaczyć na stronach Dark Fairy Tale Art oraz Dark Fairy Tale Soutache. Trudno mi jednak zapanować nad różnymi stronami, tym bardziej, że moje zainteresowania się coraz bardziej poszerzają - stąd własnie pomysł, by połączyć to wszystko w jedno :)
Tak właśnie powstała "Kocia Chata" - gdy pasja niejedno ma imię....


Zapraszam :*